#rideAMazing historie

Maraton Północ- Południe 2020, czyli jak testujemy nasze ubrania

W sobotę 12 września wystartowaliśmy w Maratonie Północ-Południe. Jechaliśmy z Helu do Zakopanego, czyli z północy Polski na jej południe. Przejechaliśmy ponad 1000 km w 71 godzin. Dla Ani był to debiut w ultra dystansach, dla Marcina powrót do ultra po kilkuletniej przerwie. Marcin do ukończonych Bałtyk-Bieszczady Tour, MRDP dodał Maraton Północ-Południe.

Nie skłamię, że to była czysta przyjemność. Trafiliśmy na piękną pogodę – było ciepło i bez deszczu. W większości trasa wiodła po lokalnych dróżkach, przez polskie wsie. Widzieliśmy wschody i zachody słońca, góry nocą i mgły o poranku.

Jedną z kluczowych spraw w pokonywaniu ultra dystansów (oprócz formy i mocnej głowy) jest ubranie. Co wziąć ze sobą aby niczego nie zabrakło, ale też żeby nie wieźć ze sobą zbędnych rzeczy? We wrześniu w Polsce w dzień często jest ciepło, jeszcze są to temperatury letnie, ale już wieczory i noce przypominają, że to koniec lata, a jesień zbliża się. Więc trzeba było być przygotowanym do jazdy na krótko, ale również do nocnych chłodów. Deszczu nie zapowiadali, na pewno nie takiego, że przez 3 dni miałoby padać non-stop. Krótki deszcz planowaliśmy po prostu przeczekać.

GÓRA
W przypadku ubrania na górne części ciała, to jechaliśmy w większości na krótko w dzień. Ania czasem w kamizelce czy rękawkach. Koszulki sprawdziły się idealnie. Na noc zakładaliśmy koszulki termoaktywne, koszulki kolarskie i bluzy.
Staraliśmy się, aby ubrania zabrane w trasę pełniły więcej niż tylko jedna funkcję. Jak w przypadku kamizelki, która chroniła przed wiatrem w dzień, ale również zwiększała komfort podczas nocnych górskich zjazdów. Podobnie było z lekką przeciwdeszczowa kurtką.

DÓŁ
Jechaliśmy w krótkich spodniach, wzięliśmy ze sobą nogawki (wg preferencji: Ania długie, Marcin 3/4). Ania miała dodatkowo ochraniacze na stopy (z których skorzystała) oraz jechała w prototypie naszych spodni kolarskich. To był kolejny test na długim dystansie. Boczne kieszenie to niesamowita sprawa na tak długim dystansie.

Przez 1000 km telefon wiozłam w bocznej kieszeni na udzie. Z łatwością mogłam w każdej chwili do niego sięgnąć. W drugiej kieszeni na drugim udzie po prostu wiozłam maskę, była też w zasięgu ręki. Taka niespodziewana opcja w dobie ostatnich zmian.
W damskich spodniach wprowadziliśmy opcję odpinania szelek, aby nie trzeba było zdejmować koszulki przy korzystaniu z toalety w krzaczkach. To rozwiązanie okazało się zbawienne nad ranem, kiedy temperatury są najniższe, a ucisk na pęcherz już nie pozwalał komfortowo jechać. Nie musiałam w chłodzie rozbierać się, aby zdjąć szelki, a następnie spodnie. Było ciepło i komfortowo. Trzeba uważać, aby szelki nie podjechały zbyt do góry, ale to i tak spore ułatwienie, jeśli nie musiałam zdejmować bluzy i koszulki.

NAJWAŻNIEJSZE PYTANIE

Na mecie zaprawieni w boju kolarze zadają ultra debiutantom bardzo ważne pytanie: czy wystartujesz jeszcze raz? 80% odpowiedzi brzmi „nie”. Oczywiści mija kilka dni, ciało się regeneruje, pojawia się satysfakcja z ukończenia i w kolejnych sezonach dawni debiutanci przeobrażają się doświadczonych ultra wojowników.

Jak to wyglądało w naszym przypadku?

Jakiś kolarz na mecie: Pojedziesz jeszcze kiedyś ultra?

Ania: Tak, a będzie jeszcze jakieś w tym sezonie?